6 paź 2011

M 83 albo o przypomnieniu:

Praga w słońcu, w bursztynowej barwie piwa i rohlików, z wygiętymi półkami krawężników, z brukiem w różne szlaczki, łapie za niskie obcasy granatowych butów z czerwona wyściółką i nie lubi jej kolan. Nagle świat i jego odległość sprowadził się do jednego miejsca, przypomniał, ze tam właśnie zaczyna się jej mozolna walka z czasem, ile jeszcze wytrzyma, kiedy się rozleci i poluzuje, kiedy wprzęgnie jej ramiona w metalowo-plastikowe podpórki udające nogi, kiedy ja unieruchomi, zamieni w kukiełkę i zacznie sprowadzać nogi do pojemników na kości i skórę. Kolano nie rozmawia z nią od jakiegoś czasu, a że wywiozła je dość daleko od jego ciepłych dłoni prowadzących cowieczorny dialog z jej mięśniami,stawami, całym wszystkim co ją w ruch wprawia, teraz protestuje, nie chce się prostować,wykrzywia bólem słońce, liczy schody i kroki, dawkuje przejdzie od do, nie pozwoli już nigdy na siadanie po turecku, na bieganie i częstszą smukłość łydki umieszczonej w butach na szpilce, przypomni sobie, że boleć zachciało w najbardziej nieodpowiednim momencie, kiedy jej najbardziej chce się żyć. On będzie robił wszystko, kiedy wróci z niemiłej kolanom Pragi, będzie naprawiał to, co się zepsuło z całego siebie, ale oboje wiedzą, że po kawałku, tak po prostu, zjada się jej zdolność do pochłaniania krokami każdej zachcianej ulicy, że coraz częściej trzeba będzie poruszać się pod dyktando schodów, wind, zejść i wejść i być może już nie będzie im dane zamieszkanie wzrokiem choć na chwilę w górach, do których obydwoje tęsknią. Tymczasem walczy dzielnie, nie poddaje się ani przez moment i ani przez moment nikt by nie pomyślał, że każdy krok wiąże się z bólemjeszczedowytrzymania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz