17 mar 2020

M 306 albo wirusowe przedwiośnie:

Jak duży jest kontrast między groźnym Sopotem roztarganym wiatrem, jak coraz jej dłuższe włosy w mieście o pustych sklepach, restauracjach i jakiejś krążącej złowrogości, a lasem strojącym się w nieposkromioną, długo już czekającą na start zieloność, w którym na razie ruszyły mchy i niektóre trawy, tworząc całe dywany do zachwytu. Jest jakiś niepokój w powietrzu, bo nie wiadomo, jak będzie wyglądało jutro, czy wszyscy zostaną w jej układance znajomych i nikt się nie wykruszy nagle, a nawet jeśli jej się to przydarzy, to zostawi po sobie na tyle liter, że ją to satysfakcjonuje. Że ktoś zauważy, że jej nie ma, że zniknęła a na jej pogrzebie płynął "Sanvean" Lisy Gerrard. Ma w sobie dużo spokoju, jakby rozlało się jej dziwne ciepło w środku, jakąś gotowość na to, co przyniesie jutro, bo może być tak zaskakujące, że trudno się przygotować na tak duże zmiany. Nie dba o życie wieczne, bo królestwo niebieskie jest wśród nas, w Lidlu, jak rzuca się do prawie pustego sklepu celując w konkretne masła, hummusy i inne, staje cierpliwie w odległości przyznanej bladożółtą taśmą i zmyka nie dotykając niczego ponad to, co powinna, jak na szczęście ma blisko do kojących drzew, pośród których nie widać, że cokolwiek się zmienia, że wkręca gwiazdy rzęsami umalowanymi tuszem L'Oreal Bambi Eye Lashes, jak bardzo jest tu i teraz, a to, co gdzieś indziej, pokazuje się tylko w snach, na które każdej nocy wystawia radar, jak tylko położy się na lewym boku i zaprosi sen, który nie daje sobie dwa razy powtarzać. Nie wie, co będzie, ale się nie boi, bo nie na wszystko ma wpływ. Zamknięta w kapsule domu rozkoszuje się swoim status quo, niech będzie jak jest. Otwiera lodówkę i wysypuje z niej obiady i kolacje, jak lubi. Mruży oczy w nareszcie słońcu i wchodzi w inną rzeczywistość w zatrzymaniu i uważności. Dobrze tam jest.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz