16 paź 2020

M 318 albo o kapsule:

Ona nie żyje w kapsułce Verdinu, jakieś witamin opowiadanych w reklamach sztucznymi jak miód głowami pań w szalikach bo teoretycznie zmarzły, nie żyje w Molekinie, innych tabletkach na M lub na V, które dają wigor, zdrowie, szczęście, bo nie boli a odporność jest jak dzwon Zygmunta, trawienie wyśmienite jak u dziecka, któremu skończyły się kolki. Nie zatapia się w bańce nie mogę, to niemożliwe, nigdy i zawsze, wyjdzie poza każdy róg, ścianę i zaporę. Nie daje się mackom tego, co krąży niektórym w płucach, jak zachoruje, to trudno, taka kolej losu i rzeczy, że coś mieszka w kimś i na coś się choruje. Nie żyje w lęku, w niemożności oddychania, nie rozumie, jak można w pojedynkę jechać samochodem i oddychać w materiał na pół twarzy, wpuszczać się w stan życia w zupełnym minimalizmie. Być miłym przy kasie, a jak ktoś się nieopatrznie wepchnie z jedną małą rzeczą, to pluć jadem spod maski, jak zatarty silnik. Jęczeć nie wiadomo o co, bo kapsuła nie pozwala na wyjście poza szklany klosz. Są tacy, co przeskakują z kwiatka na kwiatek guzika na pilocie porównując statystyki i kwarantanny, co założą wszystko i znienawidzą tych, którzy się nie podporządkują, będą zbierać wszystkie klocki misternej układanki, psikać się, szczepić, byleby być w trybie, oczekującym, teraźniejszym, pełnym lęku i zaprogramowania, bo jak inaczej. W lęku rodzą się demony, niektórym przydałaby się dezynfekcja mózgu nie mniejsza niż rąk. Przestaje się poznawać zasłonięte twarze, świat wykrzywił się jak przez okulary  z dużą wadą założone na zdrowe oczy, trudno rozróżnić szczegóły. Dlatego ona przestawia się na swój tryb, pachnący psią sierścią, upojnym i mocnym jak porządna woalka palo santo i warzywnym bulionem, który wcina się w kadzidlany zapach, w rytmie wciąż płaczącego, jesiennego nieba. Dlatego całuje, kocha, tuli, jest i nie myśli, tylko czuje. Dlatego właśnie.


 



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza