19 maj 2019

M 292 albo o codzienności:

Kipi w niej jak nasączona deszczem zieloność, przygląda się czerwonemu klonowi w ogrodzie, jak pochylił głowę z tej wilgoci, bo czegoś ma za dużo i ona też tak ma. To jest trochę jak chodzenie po linie, patrzy przed siebie, ale czasem kiwa ją na boki i kiedy właśnie ma spaść, to pojawia się coś, co nie pozwala, dmuchnie pod skrzydła i ona idzie sobie dalej. Skąd jej się ta energia bierze, to ona nie wie, bo zaczyna dzień od rozcierania szóstej dwadzieścia pod powiekami, rozganiając resztki poplątanych, zawsze filmowych snów, a potem te obrazy zostają dobite dwoma małymi ciałkami, jedno w piżamie w kościotrupa zawija się w jej nogach, drugie, o ciepłych, pulchnych stopkach każe naciągać kołdrę krzycząc przykryj. Całość trwa kilka chwil, bo potem trzeba przejść przez koncert jęczenia o kawałek kołdry, wycałować fragmenty wystające spod niej i udać się do pokoju, aby stoczyć batalię o dopasowanie spinki do wzoru na majtkach i sukience. Kiedy dom opustoszeje, ona przez chwilę wchłania to, co za oknem, a potem idzie w konieczności, które podpierają każdy dzień, składające się z liter nasączonych podwójnym ristretto z dobrej arabiki, z usuwania resztek dnia z wczoraj, z tego, aby dom był jasny i jak twierdza. I jak jego nie ma w południe i później, a potem stykają się przedramionami, ona prawą, on lewą stroną uda na fioletowej kanapie i nie tylko tym, to jej jest za mało jego, jakby ktoś nie dostarczył energii na czas a zasoby się wyczerpały. Piękne są takie drobiazgi, które zszywają dzień i pod którymi kładzie się wieczorem, nawet jeśli dzień do cna przeładowany jak mały wóz z wielkim sianem. A kiedy pełnia księżyca, okrągły plaster na niebie, przez który jesteśmy podglądani chciwie, wprawia ją w dziwny niepokój z tych obserwacji, najlepiej  rano pójść na spacer z psem i popatrzeć, co i gdzie kwitnie, jak pachnie fioletowy bez w ogrodzie, jak przekwitł pigwowiec i powoli pączkuje jaśmin. Czasami lepiej iść niż ciągle biegać, bo  wtedy wielu rzeczy się nie zauważy.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza