25 lut 2016

214:

Biegnie ten luty na łeb na szyję, w śniegu, w deszczu, nieco już pachnie wiosna, obudziły się azalie w ogrodzie, pachnie ziemia, jakby był marzec. Oni w swoim kołowrotku, wyrywają sobie chwile po dwudziestej, kiedy mała ona już śpi, bo cały dzień wypełniony po brzegi a przecież powinna więcej odpoczywać a nie odpoczywa, nie powinna tyle się schylać a się schyla i biega właściwie nie chodzi, chociaż też nie powinna bo już coraz ciężej. Jak już przepchnie zmęczenie na kolejny dzień i urośnie z tego wielka góra, to wtedy pada i jest nieżywa i naprawdę trudno rozbić młotkiem snu to ustawiczne zmęczenie. Pije mocną, aromatyczną kawę z włoskiej kawiarki, rytuał w błękitnym kubku w małe kwiatki. Ale czasem się udaje włączyć piąty bieg. Pisze inne rzeczy jak opętana, sprząta, jeździ po zakupy, przywozi, zawozi, układa, przekłada, planuje, zapomina, obserwuje, co się dzieje w mieście a co nie, ile sklepów się zamknęło i czy coś nowego się otworzyło, czy w ogrodzie coś uschło a co nie, nieustająco dużo do zrobienia wszędzie, a zostały dwa miesiące do trzęsienia ziemi. A jeszcze dziś, kiedy od Sulejowa śnieżna aura a dalej to już nie, kiedy szyba samochodu wciąga się do przodu po białych sznurkach i księżyc się schował bo już się naświecił, też wtedy był czwartek, tylko trzydzieści dziewięć lat temu, kiedy pojawiła się ona. Z wyjątkowego powodu jest dziesięć kilo cięższa, ma nieco dłuższe włosy ale nadal krótkie, cerę idealną do podkładów rozświetlających i często podkrążone oczy. Przestawiła się na kremy organiczne o starannie czytanym składzie, na olejki i inne wcieracze, które dodają tego, co się traci, zanim coś kupi i zastosuje, słucha intuicji czy będzie dobre i jest. Nosi więcej dzianin i wsuwanych butów, nie pamięta, kiedy miała na sobie szpilki, nie ma okazji, bo gdzie i jeszcze w dodatku straci równowagę. Pod oczami ma, co ma, bo się uśmiecha i niech tam sobie będzie. Od zeszłego roku chyba się jej nic nie zmieniło tak na człowieku, na pewno za to poznała więcej życzliwych ludzi i to jest niesamowite, że coraz mniej ich odpływa, a więcej przybywa. Dobrze, że jest, jak jest, że trwają sobie wciąż, nieustająco dotykając się w łóżku skrzydłami, że lubią wracać do swojego domu i obserwować, jak wokół się obudowuje ich gniazdo i dlaczego wieczór się tak strasznie szybko kurczy i wysusza minuty do północy w sekundę. Niech tak trwa, jak jest, bo za rok będzie już zupełnie inaczej. Ale nadal ma szczęście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz