6 paź 2019

M 300 albo powinien być 27 października:

Trzysta odcinków tego, co działo się przez te osiem lat, nie do wiary, jak wywróciła się podszewką na świat, jak odjechało jej to życie w walizce, kiedy kurczowo trzymała się swoich rytuałów, bo one trzymały ją jak zszywki, podobnie jak respiratory przyjaciół podłączane wtedy, kiedy brakowało powietrza. Jest teraz trochę na górze trochę na dole, z mózgiem podziobanym szczegółami do wzięcia, zapamiętania, przypomnienia, jak sokół, który cierpliwie poluje na mentalną zdobycz. Sto odcinków temu mniejsza ona nauczyła się chodzić, a ona nawet nie myślała, jak pójdzie jeszcze dalej w jeszcze większe dzianie się, bo żyje intensywnie, z dużym smakiem na wszystko, nie ma letnio, bylejako, tylko z przesuwaniem granic, testowaniem, ile jeszcze można. Zachłannie, jakby miało nie być jutra, ale czasem ponad siły. Sto wpisów temu nie wyobrażała sobie, że będzie biegać, że będzie maleńka ona, że pójdzie tyloma nowymi drogami. Miała tak samo krótkie włosy, chociaż teraz zapuszcza i zaczyna wyglądać jak mop, miała uwielbienie do carmenere, primitivo i syrah, przeplatanych lżejszym pinot noir, mniej podeptaną skórę przez kurze łapki i przyciśniętą lwią zmarszczką, grubsze łydki i ładniejszy brzuch, nie przecięty brzydko pamiątką porodu szytą naprędce, po której umierała z bólu na długo. Każdy sukces  to fasada, za którą stoi zszywanie się po kawałku po wielu ranach i siniakach, to jak dociskanie ołówka przy temperowaniu, jak wzdychanie, że jeszcze trochę i będzie jak ma być, przy sobie, najbliżej jak można. I jak spojrzy za siebie, to działo się odważnie, nigdy na pół gwizdka, zawsze całą sobą i może dlatego ma siłę na życiowe maratony, ekstremalne podbiegi i niezłomne trzymanie tempa. Niech będzie, jak jest, nasycenie. Wciąż w cieple jego ramion, z miękkością ust i brązowych oczu, ze zgrzytaniem o nie wyprane skarpetki do biegania i potykaniem się o drobiazgi bez miejsca. Z miłością totalną i długodystansową, malowaną ochrą, umbrą, sepią, khaki, cynobrem i szafranem, w jesiennym tyglu kolorów, które wrze już wspólnie ósmy rok. Szczęście to świadomość tu i teraz, bo jutra może nie być. Frazes, który codzienne pomaga zauważać i wtedy ma swój wewnętrzny milion dolarów.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza